23. PRZEGLĄD PIOSENKI AKTORSKIEJ: SPKTAKL "KOMBINAT" - OSTATNI KONCERT ZESPOŁU; 16.03.2002

OSTATNI KONCERT REPUBLIKI

TEATRALNY TELEDYSK

XXIII PRZEGLĄD PIOSENKI AKTORSKIEJ:
"KOMBINAT" SOBOTA TVP 1 22:10

Jedynka pokaże być może najlepszy program w tym roku. Warto go obejrzeć, żeby przekonać się, że można robić programy muzyczne bez uciekania się do żenującej formuły "Biesiad" czy "Tour de Maryla". A wszystko dzięki temu, że program ten powstał poza telewizją

Historia tego koncertu jest już chyba doskonale znana - Grzegorz Ciechowski zgodził się na realizację jednego koncertu-spektaklu pod tytułem "Kombinat" na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, podczas którego największe przeboje Republiki zaśpiewać mieli młodzi aktorzy. Republika miała tylko zagrać. Po śmierci Ciechowskiego 22 grudnia ubiegłego roku wydawało się, że pomysł upadnie, zwłaszcza że pozostali muzycy postanowili więcej nie grać pod starą nazwą ani nie organizować koncertów "W hołdzie Grzegorzowi Ciechowskiemu". Byłoby to niezgodne zintencjami zmarłego lidera.

Na "Kombinat" Ciechowski jednak się zgodził, więc postanowili zagrać ten ostatni koncert pod warunkiem, że zostanie on zrealizowany według pierwotnego scenariusza. Jego autorem był Wojciech Kościelniak, a choreografię przygotował Jarosław Staniek, mistrz break dance, nieobciążony musicalowymi konwencjami. Wcześniej razem zrobili musical "Hair" dla Teatru Muzycznego w Gdyni, a następnie monumentalną czterogodzinną trans-opere "Sen nocy letniej" do muzyki Leszka Możdżera. Inspiracjią do jej inscenizacji był wideoklip, a charakterystyczny dla tej konwencji szybki montaż zastąpiono na scenie wieloplanowością. Akcja dzieje się w kilku miejscach jednocześnie, a "efekt MTV" potęguje głośno podana, nowoczesna muzyka oraz gra świateł bardziej stosowna na techno-party niż w teatrze. Reżyser unikał elementów charakterystycznych dla musicalu, np. Śpiewania do drugiego aktora. W takim stylu Kościelniak i Staniek zrobili też "Kombinat".

Plan pierwszy - cala scena

W przypadku teledysku czy też złożonego z nich muzycznego programu trudno mówić o akcji czy intrydze. Kościelniak stworzył osobne inscenizacje dla każdej piosenki, a w przypadku całości zadbał, aby wszystko miało spójny klimat, było konsekwentne wizualnie i miało właściwą dramaturgię: mocny wstęp, interesujące rozwinięcie i monumentalne zakończenie. Piosenki Ciechowskiego dawały taką możliwość jak żadne inne. Większość z nich powstała mniej więcej w tym samym czasie - w połowie lat 80., które narzuciły Ciechowskiemu tematy i klimat piosenek. Symbolem tych czasów była dla niego książka "Rok 1984" Orwella i antyutopijne powieści Kurta Vonneguta. Od strony wizualnej Kościelniak inspirował się filmami "Metropolis" Fritza Langa i "Brazil" Teny'ego Gilliama. Wszystkie te dzieła traktują o wolności w bezdusznym systemie i relacji jednostki ze społeczeństwem. Z "Brazil" wziął garnitury w stylu angielskich urzędów z początku wieku oraz surowość i szarość otoczenia (oba wymienione filmy są cżarno-białe). Częścią tego planu jest świetna w swojej prostocie scenografia Grzegorza Policińskiego i pokazywane na wielkim ekranie "tematyczne" animacje Mariusza Wilczyńskiego.

Plan drugi - zespół

Czteroosobowa Republika stoi na antresoli nad sceną, twarzą do publiczności - zupełnie jak na koncercie rockowym. Chociaż ten zespól zawsze słynął z koncertowego bezruchu, tym razem jest to show, a nie tylko akompaniament. Grają piosenki Republiki w wersjach takich jak na koncertach.

Plan trzeci - wokaliści

Ciechowski, oczywiście, najlepszym na świecie wokalistą nie był, jednak jako śpiewający autor nadawał swoim piosenkom wyraz tak mocny, że trudno było je sobie wyobrazić w innym wykonaniu. "Piosenka autorska" przeciwnie - zawsze kojarzyła się z formalną przesadą, przerysowaniem. Potraktowanie tych surowych piosenek w barokowy sposób nadałoby im wymiar komiczny. Kościelniak najwyraźniej zdawał sobie sprawę z tej mielizny i kazał aktorom śpiewać tak jak Ciechowski, używając podobnych zabiegów imerpretatorskich, jednak nie naśladując jego głosu. Najbardziej widać to w piosenkach śpiewanych przez obdarzonego gigantycznym wprost głosem Mariusza Lubomskiego. Jedynym odstępstwem od tej zasady jest "Sexy Doll" śpiewana przez dziewczynę w pierwszej osobie (jedyna w tym spektaklu modyfikacja tekstu). Nieco inaczej potraktowano też piosenkę "Moja krew", którą potężnymi głosami śpiewają wszyscy aktorzy: Kinga Preis, Karolina Trębacz, Jacek Bończyk, Sambor Dudziński, Konrad Imiela, Mariusz Kiljan, Andrzej Kozłowski. Mariusz Lubomski. Janusz Radek, Cezary Studniak i Kuba Szydłowski. Trudno ich jednak odróżnić, bo są niemal identycznie ubrani, króciutko ostrzyżeni i mają bladoszare twarze.

Plan czwarty - narrator

Narrator to jedyna postać w spektaklu, która coś mówi między piosenkami, nie ma w tym jednak niemal żadnej treści. Jest to połączenie biurokratycznej nowomowy, encyklopedycznych haseł i nic nieznaczących komunikatów. Narratora gra Mariusz Lubomski. Ten torunianin był w latach 80. przez moment wokalistą zespołu Opera. Siedzi nieruchomo z lewej strony sceny za okrągłym biurkiem zastawionym biurowymi sprzętami. Raz przypomina zwykłego urzędnika w biurokratycznym kombinacie, innym razem wszechwładnego Wielkiego Brata sprawującego kontrolę nad światem.

Plan piąty - tancerze

Specjalnie nie używam słowa "balet"', bo słowo to budzi złe, musicalowe skojarzenia. W choreografii Stańka tancerze są najważniejszą częścią spektaklu, biorąc na siebie ciężar narracji. Tworzą akcję spektaklu, odgrywając scenki wymyślone do każdej piosenki. W piosence "Kombinat" są anonimowymi urzędnikami z mrówczą regularnością przemykającymi między drzwiami biura. W "Halucynacjach" są kinową publicznością, w "Tak... tak... to ja" (jedyna piosenka z repertuaru Obywatela GC) - postaciami z dwóch stron lustra. Przy wszystkim, co reżyser i choreograf zrobili w tym spektaklu, należy docenić to, czego nie zrobili. Pozostawili go skromnym, prostym i surowym - tak jak muzyka Republiki. Nie przegadali, nie przedobrzyli. Nie przekroczyli konwencji, którą sobie narzucili. Mówiąc obrazowo: w finałowej piosence "Moja krew" nie tryska krew. A pokusa przekombinowania na pewno była - choćby chęć nawiązania do tego, że Ciechowski nie żyje i jest to ostatni koncert legendarnego zespołu.

Plan szósty - telewizja

Choć plany są oderwane (odmierzane tylko zegarem muzyki granej przez zespół) i można na nic patrzeć zupełnie niezależnie, razem składają się na niezwykły spektakl. Całość pomyślano jako spektakl sceniczny, a nie telewizyjny: naśladujący konwencję teledysku, ale nim niebędący. Nie wiem więc, jak zniesie przeniesienie do telewizji, gdzie możliwość wyboru planu, na który się patrzy, zostanie zastąpiona przez telewizyjny montaż. Trzeba mieć nadzieję, że TYP nie zepsuje wspaniałego spektaklu, przy tworzeniu którego nie uczestniczyła i który dostała w prezencie. Dlaczego się tego obawiam? Po pierwsze, jak mówili sami artyści, samo pojawienie się telewizyjnych kamer i świateł w dużej mierze osłabiło kameralność i teatralność przedsięwzięcia. Po drugie, wszystko jeszcze można zepsuć realizacją i kiczowatym telewizyjnym kontekstem - wstawieniem spektaklu między reklamę pasty do zębów i proszku do prania. Jest to tym istotniejsze, że - jak postanowili muzycy Republiki - spektakl nie będzie więcej wystawiany.

Robert Leszczyński
fot. Mieczysław Michalak